Tekst jest lekko zmienioną wersją tekstu opublikowanego w "Dekadzie Literackiej" nr 2/2004.

____________________________________________________________________________


Magdalena Ujma

Tkanie jako bunt. O twórczości Zofii Kulik


Arachne zasłynęła mistrzostwem w tkaniu i haftowaniu. ... Mogłaby uważać się za prawą uczennicę Ateny, lecz wolała się pysznić, że nawet boginię pokona, jeśli ta zechce stanąć z nią w zawody.

Zygmunt Kubiak









Pajęczyca

Wiadomo, jak skończyła Arachne, która pod wpływem gniewu bogini sięgnęła po sznur, by popełnić samobójstwo. Jej los wypełnił się jednak w inny sposób, dziewczyna do końca nie miała na niego wpływu. Mimo, że współzawodnictwa z Ateną nie przegrała, bo przedstawiła dzieło nie gorsze od wykonanego boskimi rękami, to brak pokory skazał ją na wieczne snucie pajęczyn. Tak czy inaczej, tkanie było jej ostatecznym przeznaczeniem: w stanie ludzkim i zwierzęcym. W opowieści o Arachne natura i kultura stanowią dwie twarze tego samego, tkanie i życie są jednym wątkiem.

Gdy zastanawiam się nad wystawą Zofii Kulik, pokazywaną w Zachęcie, a potem w Bunkrze Sztuki(1), to przed oczyma staje mi Arachne. Artystka przędzie nić własnej opowieści, a opowieść ta nie ma początku ani końca. Jest projektem – być może – rozpiętym na całe życie. Ten projekt, Od Syberii do Cyberii, to najogólniej rzecz biorąc olbrzymia ściana zdjęć, dzisiaj licząca sobie około osiemnastu tysięcy pojedynczych, niewielkich fotografii. Pochodzą one z ekranu telewizyjnego i zostały zrobione w trakcie różnych programów. Artystka skrupulatnie notuje daty i tematy audycji. Serię tę zaczęła tworzyć w 1998 roku i trwa ona do dziś. Oglądanie telewizji, dostarczającej pożywki do sztuki, stało się dla niej zapewne tym samym, czym dla innych pisanie dziennika: koniecznością uporządkowania wydarzeń dnia, przymusem ustosunkowania się do siebie, ale też może i nałogiem. Ten typ pracy wymaga przecież jeśli nie codziennego, to w każdym razie systematycznego siadania przed telewizorem.

Początkowo – jak pisał Piotr Piotrowski(2) – starała się dobierać programy, kontrolować, to, co wchłaniały jej oczy, z czasem jednak kontrolę tę straciła, być może wraz z przekonaniem, że da się zapanować nad chaotycznym strumieniem obrazów wylewającym się z telewizora. Obrazy w cyklu Od Syberii... pokazują więc sceny przemocy, polityków i władców, teraźniejszych i historycznych, nowoczesną broń, ale także wydarzenia artystyczne czy też życie w egzotycznych kulturach – i wiele innych rzeczy.

Dobór zdjęć miał więc odpowiadać idei cyklu. Według znanych interpretacji(3), Syberia i Cyberia to dwa bieguny, między którymi oscyluje polskość, Wschód i Zachód, w czasie i w przestrzeni. Syberia miałaby być odniesieniem do polskiej historii, tej jej części, która wiąże się z Azją, z odkryciem bezkresu przyrody i kultury wiążącej się wschodnim chrześcijaństwem, ale też z miejscem zsyłek, katorżniczej pracy, srogiej kary za wierność systemowi wartości, w którym na poczesnym miejscu stała niepodległość państwa. Cyberia z kolei to odniesienie do Zachodu i jego zaawansowanej technologicznie kultury, przynoszącej oprócz szybkiej i łatwej komunikacji także nadmiar obrazów. Praca Od Syberii do Cyberii rozpięta jest zatem między minionym reżimem, gdzie władza, czyli "oni", przybyła ze Wschodu, a ustrojem nowym, importem z Zachodu, w którym poddawani jesteśmy nieustannemu "młotkowaniu" przez kulturę konsumpcyjną.

Próba zaprowadzenie porządku pośród obrazów ze szklanego okienka okazuje się nieporozumieniem. Od Syberii do Cyberii jest gigantycznym, a tak naprawdę niemożliwym do wykonania streszczeniem potoku gadulstwa lejącego się z ekranu. Traktując tak samo wszystkie obrazy, bez względu na ich treść, Kulik wykazuje jak w kulturze masowej informacje stają się swoim zaprzeczeniem. W cyklu tym zresztą najważniejsze nie jest pozbawianie informacji ich zawartości, ale raczej kontrast pomiędzy ważnością informacji, a potraktowaniem jej jako materiału surowego, jako budulca do czegoś nowego – wielowątkowej, olbrzymiej tkaniny, której nie jesteśmy w stanie ogarnąć wzrokiem, a więc zapanować nad nią i która nas przerasta.

Od Syberii... pokazuje, że poznanie przez media jest poznaniem cząstkowym, zawsze tylko jakiś fragment zostaje rozpoznany i zinterpretowany.

Mojry

Arachne, zanim zostanie skazana na rozpinanie pajęczych sieci, tka obrazy. Tkaniny tworzą także Penelopa i Filomela. Jak pisze Kazimiera Szczuka(4), te dwie postacie są znakami milczenia kobiet w kulturze, ale też pokazują, że kultura może czasami, w odpowiednich okolicznościach, uratować im życie.

Oddając się ciężkiej, żmudnej, podejmowanej codziennie pracy, kobiety potrafią osiągnąć niezwykłą władzę nad życiem ludzi. Greckie Mojry były budzącymi grozę paniami życia i śmierci. Władzę sprawowały poprzez przędzenie. Teoria twórczości kobiet spod znaku Prządki nawiązuje do zagubionej w "męskocentrycznej" kulturze twórczej mocy kobiet. Gdy się myśli o cyklu Od Syberii do Cyberii, to można wyobrazić sobie autorkę, która ślęcząc nad tysiącami małych obrazków, "zszywa" z nich wielki dywan, patchwork, który w pewnym sensie jest także mapą świata. Cierpliwie składa jedno małe zdjęcie do drugiego, a potem je ponownie naświetla, bez pewności co do ostatecznego efektu pracy. Postępuje tak według wynalezionej w jeszcze w XIX wieku metody. Nowoczesny efekt wizualny nie daje świadomości tego jak wiele ręcznej, drobiazgowej pracy zostało włożonej w jego osiągnięcie. Na taką działalność mamy dość pogardliwe określenia typu: "łatanie", "klecenie", "sztukowanie". Sugerują one jednak coś, co się sprawdza w odniesieniu do tego cyklu: niemożliwość osiągnięcia całości, tymczasowość i prowizoryczność rekonstrukcji, z góry skazanej na niepowodzenie.

Inne prace Zofii Kulik pokazywane w tym samym czasie w Krakowie(5), należą do cyklu Archiwum gestów. Już sama nazwa sugeruje tutaj zbieranie i magazynowanie. Tytułowe gesty są pozami, w jakie układane jest ciało (są tutaj fotografie i ołówkowe schematy, według których ma pozować nagi model). Kontekst nagości, najczęściej męskiej, jest zdecydowanie, jak podkreślają autorki tekstów w katalogu, aseksualny(6). W pracy tej niewątpliwie ważne jest sporządzenie utopijnego (bo pretendującego zebrania wszystkich możliwych wariantów) inwentarza póz, w jakie "przystrajały" się różne ideologie i języki sztuki. Oczywiście, celem było także stworzenie zasobnika materiałów wykorzystywanych przez Kulik do innych jej prac, powstających po podjęciu przez nią samodzielnej pracy artystycznej w 1987 roku(7). Oprócz przeprowadzenia dowodu, niezbyt przecież odkrywczego, że te same pozy powtarzały się w odległych od siebie systemach, ważny pozostaje tutaj przede wszystkim zamiar stworzenia ponadkulturowego, ahistorycznego, bazującego na doświadczeniach awangardy, słownika wszystkich możliwych póz i gestów. Pierwsza awangarda, zwłaszcza w wydaniu rosyjskim, ale też i Bauhaus, prowadziła przecież systematyczne badania nad formalnymi elementami dzieł sztuki ich oddziaływaniem na odbiorcę. Retoryka pozy, pustej w środku, choć odwołującej się do arcydzieł kultury, to także refleksja nad pustą formą, znakiem wyzbytym ze znaczenia, tym, co zostaje po ideologii i co w naszej epoce jest zapełniane tymczasową, migotliwą i nietrwałą tożsamością. Także i refleksja "genderowa", z którą polemizują autorki artykułów, jest jak najbardziej na miejscu. To kobieta-autorka jest "tą, która patrzy"(8). Jest ona dyspozytorką spojrzenia, to jej wzrokowi poddaje się naga (we wcieleniu zdecydowanie nieheroicznym) postać męska. To artystka jest "władczynią" jego ciała – w tym sensie, że ona decyduje o tym, jakie pozy to męskie ciało przybierze.

Lady z Shalott

Od czasów kiedy pani z Shalott – z poematu Tennysona – zatrzymana czarami na wyspie, wyczekiwała ukochanego, skracając sobie czas tkaniem tego, co widziała w zwierciadlanym odbiciu, niewiele się zmieniło. Bohaterka poematu widzi świat w lustrze, a Zofia Kulik za pośrednictwem telewizora(9).

***

Z bogami się nie wygrywa, choćby były to tylko bóstwa spektaklu. W sytuacji bez wyjścia (bo co jest rzeczywistością?), próba zachowania chłodnego, niezależnego spojrzenia to maksimum tego, co można osiągnąć - jednak jakiś rodzaj buntu.

Magdalena Ujma


Przypisy:

1 Zofia Kulik, Od Syberii do Cyberii 1998-2004, Galeria Zachęta, Warszawa, 10 lutego – 28 marca 2004; Bunkier Sztuki, Kraków, 2 kwietnia – 9 maja 2004, kurator: Bożena Czubak. wróć

2 Piotr Piotrowski, Między Syberią a Cyberią. O sztuce Zofii Kulik i muzeach, [w:] Zofia Kulik. Od Syberii do Cyberii, katalog wystawy, Muzeum Narodowe, Poznań 1999, s. 25. wróć

3 M.in. Piotrowski, ibidem, ss. 7-10. wróć

4 Kazimiera Szczuka, Prządki, tkaczki, pająki. Uwagi o twórczości kobiet, [w:] Kopciuszek, Frankenstein i inne, Kraków 2001, s. 27-44. wróć

5 Wystawy zdjęć z Archiwum gestów w Galerii Starmach, kwiecień 2004 i rysunków Szkice gestów w Galerii Potocka, kwiecień-maj 2004. wróć

6 Bożena Czubak, Archiwum gestów [w:] Zofia Kulik. Archiwum gestów, katalog wystawy, Galeria Starmach, Kraków, 2004, ss. 11-15; Maria Anna Potocka, Ideologia i postideologia, [w:] ibidem, s. 27. wróć

7 Wcześniej tworzyła performerski duet z Przemysławem Kwiekiem, KwieKulik. wróć

8 Izabela Kowalczyk, Kobieta, która patrzy. Akt męski w sztuce Zofii Kulik, "Kresy". wróć

9 To zapośredniczone poznawanie świata – przez kulturę – można odnieść w ogóle do sposobu poznawania świata przez kobiety w okresie przed ich emancypacją. Oczywiście, doświadczenie to można uogólnić i wtedy okazuje się być ono zwykłą cechą ludzkiego poznania. wróć


↑ do góry

Copyright © Zofia Kulik 2006. All rights reserved    /    webmaster